a to już ostatni post bieszczadzki (choć będą jeszcze różne podsumowania). aż zrobiło mi się trochę smutno i chętnie jeszcze tam wrócę. a jakby ktoś szukał najprzyjemniejszego noclegu na świecie, to polecam domek pana Mariusza, który (pan Mariusz, nie domek) jak tylko widział jaka jestem zmarznięta (a jestem zawsze), to od razu robił mi dzbanek gorącej herbaty (i tym podbił moje serce:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz