deszczowych dni mieliśmy kilka. pierwsze spędziliśmy jako władcy pilota na stołówce, ale dłużej już nie wytrzymaliśmy i w nadziei, że kiedyś na pewno przestanie padać, wyruszyliśmy na spacer po rezerwacie Sine Wiry. w tym miejscu serdecznie pozdrawiam autorów tekstu "co koniecznie trzeba zobaczyć w bieszczadach" i nadmieniam, że moim zdaniem w tym rezerwacie nie ma na co patrzeć, szczególnie wtedy kiedy sine wiry giną pod strugami deszczu. kiedy udało nam się już z niego wydostać, byłam tak mokra i zmęczona, że po raz pierwszy na tej wyprawie złapałam stopa i szczęśliwie wróciliśmy do domku, przechwyciliśmy pilota i żyliśmy długo i szczęśliwie.
samochód z bliska dla tych co niedowidzą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz